Filina

Czesław Miłosz

Widmowe laboratorium na górach dymiło.
Mgła po stopniach jasności w błękit wstępowała.
Jadąc długą ulicą o tobie myślałem, Filino.
Która ukazujesz się z dobrodziejstwem szumiących spódnic,
Ze śmieszną twoją piosenką:
            Mam trzewiczki z mysiej piczki
            Takie same rękawiczki
I przed lustrem spacerujesz tum ta tum
Zanim zbiegniesz
Na dół do powozu.

Rącze konie nas niosą topolową drogą.
Rybacy nad rzekami zasiedli na święto.
Biały obrus rozściełamy pod jabłonią w gaju.
W srebrny kubek nalewamy ciemne wino.

- Ale gdzież jest taka śliczna okolica?
- W dawnych księstwach za morzem, Filino.

A nawet gdyby twoje wstążki były tanie
I twoja bielizna nie zanadto czysta,
Ten dzień i bieg obłoków na zawsze zostanie,
Żeby ziemia nam pomogła, rzeczywista.

Ty jesteś powierzona wiecznej opiece,
Która ślad motyla w powietrzu chroni
I ziemię na nowo stwarza tak jak zeche,
Tam gdzie nie ma bólu, ani ironii.

Filina, spódnice szumiące,
Lustra przepadające.
Tum ta tum.

1976